środa, 4 kwietnia 2018

Zużycia marca 2018: Bioline, Prada, The Body Shop, La Roche Posay, Wella


Na pierwszy ogień szklane buteleczki:

Dior Miss Dior woda perfumowana - tak bardzo chciałam mieć te perfumy, tak bardzo, zapach wydawał mi się wyjątkowy, kobiecy niezwykle, w końcu kupiłam, a wiadomo perfumy Diora do najtańszych nie należą i.... miłość jakoś się ulotniła. Strasznie ciężko było mi zużyć Miss Dior, zapach nagle wydawał się zbyt ostry, zbyt świeży, zbyt drażniący.

Prada Candy klasyczny i chyba pierwszy zapach z całej rodziny. To zapach słodyczy, cukierka, słodziutki i otulający, zapachy tego typu nazywam "swetrowymi" kojarzą się z ciepłym kocykiem albo mięciutki swetrem. Idealnie osładza zimową szarość, używam regularnie i z wielką przyjemnością.

Bioline - hydrolat melisa - jak zwykle szczerze polecam, skład 100% hydrolat, bez dodatków, delikatny, naturalny, wydajny w uroczej buteleczce. Kupujcie, warto.

Rexona invisible - dezodorant jak dezodorant, nie widzę między nimi różnicy czy to Rexona czy Nivea czy Dove, antyperspirantów używam naprawdę rzadko, tylko gdy to niezbędne, kupuje ten, który aktualnie jest w promocji, nie przywiązuję się do marki.


Trochę pielęgnacji:

The Body Shop Almond Milk & Honey lotion nawilżający - jak na lotion to formuła jest mocno odżywcza, choć jednocześnie lekka. Mleczko wchłania się błyskawicznie, zapach jest delikatny, nie drażniący, nie dominuje. Dla mnie najważniejsze było jednak działanie - bardzo ładnie i długotrwale nawilżał, tubę zużyłam do ostatniej kropelki i zakupiłam kolejne opakowanie korzystając z kolejnej promocji. Fajny - zwrócicie uwagę w sklepach TBS. Polecany do suchej skóry, używany codziennie wystarczył na miesiąc

Bioline intensive skin care day & night cream ( z witaminą E) - kolejna pochwała dla marki Bioline, której hydrolaty kupuję namiętnie, krem bardzo treściwy, dobrze nawilżał i odżywiał, stosowałam go na noc, rano twarz była nawilżona. Higieniczna pompka i ładne, minimalistyczne opakowanie, cena też całkiem ok.

La Roche Posay Effaclar H - kiedyś używałam wersję złuszczającą z serii effaclar, ten jest bardzo mocno nawilżający, kojący, u mnie zostawia tłustawy film. Używam go na dzień w związku a przeprowadzaną izotekową kuracją, sprawdził się - polecam wszystkim.

Wella oil reflections - maseczka do włosów - małe opakowanie lecz maseczka niezwykle wydajna o konsystencji niemal masła, mocno odżywcza, bardzo ją lubiłam, ładny zapach, łatwa aplikacja, działanie zadawalające. Chyba kiedyś kliknę ją jeszcze raz.

sobota, 24 marca 2018

Zużycia stycznia i lutego 2018: TBS, L'biotica, Biolone, Clarins, Origins, Annabelle MInerals



White Flowers naturalny żel pod prysznic z dodatkiem błota z Morza Martwego - krótki, delikatny skład, przyjemny zapach, faktycznie łagodny i delikatny, całkiem fajny żel, kupiłam w Rossamanie ( w innych sklepach nie widziałam)

The Body Shop Wild Argan Oil - to zdecydowania moja ulubiona seria tej marki, stosunkowo lekka i jednocześnie mocno nawilżająca, dobrze i szybko wchłania się w moją skórę, nie klei a efekt nawilżenia utrzymuje się długo. Kiedyś uwielbiałam masło kokosowe ale to było zdecydowanie za ciężkie, tutaj widać mleczko do ciała ale masła arganowe też uwielbiam, mleczko jest dość geste i uważam, że opakowanie z pompką to średni pomysł, gdy mamy zużyte ok 1/3 produktu zaczynają się schody z wydobyciem resztek! Drogie The Body Shop - taka konsystencja to raczej do tubki się nadaje, a buteleczki z pompką są idealne dla lejących się mleczek.

L'biotica refresh dry shampoo - suchy szampon, kupiony w jakiejś mega promocji w Superpharm za parę zł, przyznam, że gdyby nie promo to nawet bym na niego nie spojrzała, ja rzadko sięgam po marketową pielęgnację do włosów. Szampon się sprawdził, choć obiecywany luksusowy zapach to oczywiście ściema ;) ot zwykły, marketowy, sztuczny zapach, ale był ok, tani i skuteczny.

Origins drunk Up - Intensive overnight mask - 50 ml - maseczka, którą pokochałam bardzo, zerknijcie przy okazji na jej skład - bogactwo naturalnych ekstraktów, moja cera ja kocha, wypija do ostatniej kropelki ale.... nie używam jej na noc jak zaleca producent tylko zmywam po ok 15 minutach. Użyta na noc zapycha mnie. Kupiłam już duże opakowanie, używam ja ok 2 razy w tygodniu jest bardzo wydajna, w Sephorze można kupić malutkie opakowania tej maski, takie na raz czy dwa - warto przetestować, polecam.

Bioline BIO Hydrolat róża - zdecydowanie moje najbardziej lubiane hydrolaty, skład w 100% naturalny, piękna buteleczka, bardzo wydajny, ten pięknie pachnie choć inne potrafią ziołowo podśmierdywać, żaden z hydrolatów Bioline mnie nie podrażnił ani nie uczulił, kupuje je regularnie i bardzo polecam.

Annabelle Minerals korektor mineralny medium 4 g - po latach skończony bo jest bardzo wydajny, dobrze kryje, kolor faktycznie dośc średni, na co dzień używam podkładu w odcieniu golden fair i jak widać medium do niego dość dobrze pasował ale gdy odkryłam, że AM ma w swojej ofercie już szerszą gamę korektorów ( ten kupiłam w czasach gdy były dostępne jedynie trzy) - wolę ten swój najlepiej dopasowany, dokładnie w kolorze podkładu

Clarins Eclat Instant Light Lip Comfort Oil - bardzo gesty olejek do ust, jeżeli dobrze pamiętam to jest juz trzecie opakowanie, które kupiłam ( jedno niestety zgubiłam :/) jest bardzo dobry, szczególnie zimą i w podróży dlatego, że oblepia usta cienką warstwą i dobrze chroni przez wpływem czynników zewnętrznych, dlatego towarzyszy mi tam gdzie np. klimatyzacja ( podróż samolotem) nie ściera się szybko, usta nawilża i wygładza. Mam w użyciu dwie miniaturki i pewnie kupię kolejną buteleczkę czekam tylko na jakieś promo.

piątek, 23 czerwca 2017

Zużycia maja i czerwca 2017: mycie oraz pielęgnacja - Guinot, The Body Shop, KIEHL's, Bath & Body Works i in

Mycie:


The Body Shop nutriganics foaming facial wash - już drugi raz się tutaj pojawia, uważam że o świetny, delikatny kosmetyk myjący, używałam go rano co było bardzo przyjemne, pianka ma miły zapach, jest bardzo wydajna, jeżeli trafię w promocji to kupie onownie.

Guinot microbiotic purifying cleansing face foam - druga pianka do mycia, ta ma działanie antybakteryjne. Guinot to marka kosmetyków, na jakich pracuje moja kosmetyczka, zaczęłam je kupować, uzywać i przyznam, że jestem oczarowana ich działaniem, pewnie nie raz się tutaj jeszcze pojawią. Piankę użwam od ok roku i jest to trzecie opakowanie, używam codziennie jako ostatni etap wieczornego mycia twarzy i dzielę ją z moim nastolatkiem, stąd tak duże zużycia. Pianka jak na produkt mocno oczyszczający jest zadziwiająco delikatna, bardzo wydajna, jedno naciśnięcie pompki wystarczy, ma niedrażniący zapach i łatwo się spłukuje, nie wysusza! Serio nie wysusza ani odrobinkę moja cera, która już nie jest tłusta tylko mieszana w kierunku suchej, nigdy po jej uzyciu nie jest ściągnięta. Jest to jeden z moich ulubionych produktów i na pewno kupię ją ponownie. Wystarcza dla dwóch osób na ok 3 miesiące. Jej wadą jest cena ok 100 zł ale stosunek jakości, efektu do ceny jest do przyjęcia.

Vichy purete thermale fresh cleansing gel - z tym kosmetykiem miałam pewnen problem bo mimo dość delikatnego składu jednak wysuszał moją skórę. Kupiłam go gdy moja cera była jeszcze tłusta, wydawałby się idealny ale niestety coś nam tu nie zagrało i po pewnym czasie go odstawiałam by potem powrócić bo chciałam kosmetyk jednak zużyć jak już go kupiłam ale ponownie niezadowolenie narastało i sytuacja się powtarzała. Z ulgą odstawiłam puste opakowanie i na pewno nigdy ale to przenigdy nie sięgną po nie ponownie.


KIEHL'S ultra facial cleanser - żel do mycia twarzy, używałam go przez niemal pół roku jako drugi etap wieczornego mycia twarzy ( wcześniej demakijaż), bardzo wydajny i łagodny mimo SLSów w składzie. Zachwytów, achów i ochów nie będzie, nie był wyjątkowy, raczej poprawny, raczej nie wrócę.

Norel Dr. Wilsz MultiVitamin Ultra light Vitamin Lotion - mleczko do demakijażu czyli pierwszy etap oczyszczania twarzy. Wieczorem nakładałam mleczko na całą twarz, masowałam aż kosmetyki kolorowe się rozpuszczały a następnie pozostałości delikatnie ścierałam chusteczką, kolejno myłam twarz wodą i żelem Kiehl's a na samym końcu pianką Guinot. Do demakijaż oczu uzywam stale płyny micelarnego. Opisane etapy sprawdzają się u mnie i nie trwają wcale tak długo jak można by się sugerować. Samo mleczko działało poprawnie, niestety ale w 1/3 opakowania pompka przestała działać i w dość skomplikowany sposób musiałam się do niego dobierać. Wg mnie opakowanie nietrafione i raczej nie kupię ponownie ( tuba byłaby wygodniejsza dla tak gęstej formuły).

Clinique liquid facial soap mild - wersja podróżna i faktycznie towarzyszyła mi podczas podróży ale...miło łagodności w nazwie działała dość agresywnie i nie jestem pewna czy to dobry pomysł aby dodatkowo wysuszać twarz i tak wystawioną na stresujące warunki podczas podróży. Owszem, minatury są wygodne bo mało ważą i zajmują mało miejsca w bagażu ale chyba powinnam poszukać czegoś innego.



Bath & Body Works sweet cranberry rose - żel pod prysznic, tak wszyscy wiemy, że żelom tej marki daleko do naturalności ale TE ZAPACHY, kupuję je jak tylko pojawię się w Warszawie biegnę do Złotych Tarasów i zawsze z czymś wychodzę. Zapachy są obłędne, mocne, długo się utrzymują i prysznice z Bath & Body Works to prawdziwa przyjemność. Uwielbiam. I ubolewam, że tak trudno dostępne.

L'Occitane lawendowy żel pod prysznic - dostałam na urodziny, wystarczył na 3 tygodnie intensywnego, bardzo przyjemnego używania, zapach boski, prawdziwa lawenda, jedynym minusem jest absurdalnie wysoka cena dlatego w porównaniu do powyższego żelu ( również pięknie pachnącego) tamten wygrywa. Przyznam, że bardzo miło było dostać taki fajny prezent ;)


Tea Natura Igiene Intima malva Lichene e Tea Tree Oil - bardzo dobry żel, już go kiedyś tu pokazywałam, to chyba moja druga buteleczka i przy okazji zakupów na Ecco Verde pewnie nabędę kolejną. Skład łagodny bogaty w ekstrakty, diabelnie wydajny, do umycia się wystarczy kropelka, jest mocno skoncentrowany. Polecam.

Biolaven żel do higieny intymnej - markę doskonale wszyscy znamy, niedawno dostępna tylko w internecie a ostatnio wyskauje niemal z każdej drogerii. I dobrze bo kosmetyk naturalny, łagodny i cena jest przystępna. Jeżeli chodzi o płyny na higieny intymnej naprawdę warto wybrać rozważnie, niemal każdy marketowy płyn ma fatalny skład, silne detergenty, ja osobiście omijam je z daleka i najczęściej kupuję właście coś marki Sylveco czy Biolaven albo Facelle.

ISANA - olejek pod prysznic czyli olejek do mycia pedzli i gąbek. Nie będę się powtarzać. Olejek spełnia swą rolę znakomicie jednak bardzo szybko się kończy, na szczęście cena ok 6 zł jest do przyjęcia.

Pielęgnacja twarzy:

Oto cztery produkty, z których jestem niezmiernie zadowolona, które kupiłabym/ kupie po raz kolejny:


Clinique smart custom repair serum 30 ml - czemu tak bardzo je lubię, że własnie skonczyłam drugie opakowanie? Serum działa fantastycznie jako baza pod makijaż, błyskawicznie nawilża, wygładza, przylepia podkład do twarzy i zwiększa jego trwałość. Używane oczywiście nie na codzień tylko raczej przed wyjściem,

Guinot creme riche vital antirides 888 - bardzo bogaty krem odżywczy dla suchej skóry, używałam go na noc, krem szybko się wchłaniał, koił, nawilżał, natłuszczał ale bez tłustej warstwy, skóra po jego użyciu była w doskonałej kondycji, uwielbiałam jego działania, rano moja twarz była gładka i miękka, lubiłam go do ostatniej odrobinki i myślę już aby kupić kolejne opakowanie.

Shiseido Benefiance Concentrated Anti Wrinkle Eye Cream - hit polecany gorąco w internetowych blogach czy na filmikach, kupiłam go bo wiele osób zachwalało jego działanie w przypadku suchej skóry. W pewnym wieku skóra pod oczami jest bardziej wymagająca, potrzebuje intensywnego odżywienia ale bez zbędnego obciążenia tych okolic. Krem jest bardzo bogaty, tłustawy ale wchłania się bardzo szybko pozostawiając jednak film więc krem nadaje się raczej na noc. Efekt odżywienia i wygładzenia jest, jestem z niego bardzo zadowolona i chętnie ponowię zakup bo na rynku niewiele jest kremów podocznych tak treściwych.

Clarins Beauty Flash Balm ekspresowa maseczka, którą większość z was zna, od lat wychwalana, leżała sobie jakiś czas zapomniana i odkąd gdy moja cera stała się bardziej sucha i wymagająca, sprawdziła się znakomicie, czy to przed wyjściem popołudniowym gdy człowiek wróci wymemłany z pracy, czy przed imprezą. Działa szybko, napina i nawilża.


Pielęgnacja ciała:


The Body Shop - body butter, wersja świąteczna, zielone jabłko. Bardzo lubię małe wersje masełek z TBH, idealnie nadają się w podróży bo zajmują mało miejsca w bagażu, ładnie pachną, jedno opakowanie wystarcza na 2 tygodnie codziennego używania. Zielone, jabłuszkowe masełko okazało się bardzo treściwe, gęste i odżywcze, dobre na zimę, jak dla mnie raczej nie nadaje się do użytku w ciepłym i wilgotnym klimacie, na przyszłość muszę o tym pamiętać.

Pat&Rub bogate masło do ciała - a przyznam, że tym razem naprawdę lubiłam jego stosowanie, co prawda potrzebuje chwili aby się wchłonąć ale działa długotrwale. Nie wiem czy masła Pat&Rub/ Naturativ - zmieniły skład po rozłamie firmy ale możliwe, że do któregoś kiedyś wrócę.

L'Occitane firming and beautyfying supple skin oil - po pierwsze wolałabym aby olejek nie był w sprayu. Taka forma aplikacji wcale nie jest łatwiejsza i wygodniejsza, zawsze opryskam otoczenie, które potem jest tłuste, cudnie pachnące ale tłuste. Olejek należy do tych "suchych", wchłania się dość szybko, pozostawia na skórze cudowny zapach, co jest bardzo ale to bardzo przyjemne. Wadą jest tu cena, niestety wysoka.


L'Occitane milk concentrate with almond milk - mleczko do ciała, migdał, bardzo lekka kosnystencja, wodnista, idealna na lato do wilgotnego klimatu, szybko się wchłania i pięknie pachnie. Wiele razy się zastanawiałam czy kupić duże opakowanie i coś mnie blokowało. O cenę chodzi, bardzo, bardzo wysoką i bez promocji. Myślę, że na wyprzedażach znowu upoluję parę minaturek, będą idealne w kolejnej podróży.

Soap & Glory teh righteous butter - czasem w TK Maxx pojawiają się kosmetyki Soap & Glory, tak też było w tym przypadku, kupiłam zestaw składający się z masła i żelu pod prysznic. Ja S&G bardzo lubię, za zapachy, działanie, jeżeli pojawi się podobna okazja to z chęcią z niej ponownie skorzystam.

Organique body sugar peeling bloom essence - cukrowy piling o zapachu charakterystycznym dla marki, nic specjalnego, dość drogi jak na przeciętny kosmetyk ale puste opakowanie przyda się do przełożenia pilingu z Organic Shop ( który znajduje się w wyjątkowo nieporęcznym pudełku).

Collistar talasso-scrub anti-eta - solny piling do ciała, bardzo duży, wydajny, z naturalnymi olejkami. Jeżeli szukacie mocnego ździeraka to polecam, drobinki są ostre, ciało po jego użyciu jest niezwykle gładkie i jednocześnie delikatnie natłuszczone. Jego wadą i zaletą jest wielkość ponieważ ciężko było mi pod prysznicem operować tak dużym opakowaniem, przekładałam więc porcję kosmetyku do innego, mniejszego opakowania. Ponadto olejki miały tendencję do oddzielania się więc przed każdym użyciem trzeba było całość dokładnie wymieszać.



Oversa neil polish remover z olejkiem - nieśmierdzący zmywacz do paznokci, ale coś za coś, owszem nie męczy nosa ale ze skutecznością jest tu różnie, z niektórymi lakierami musiałam ostro walczyć. Do kupienia w Hebe.

Evree footcare instanthelp - krem ratunek dla popękanej skóry z dużą zawartością mocznika. Krem bardzo ok, zmiękczał naskórek, niedrogi.

Natura Siberica naturalna pasta do zebów 7 northen herbs - ja bardzo ją lubiłam, bardzo łagodna, bez fluoru, o przyjemnym smaku, niedroga, polecam.


czwartek, 22 czerwca 2017

Zużycia maja i czerwca 2017: włosy i kolorówka - batiste, L'oreal, Joico, Kevin Murphy

Włosy:


Batiste dry shampoo floral& flirty blush - suchego szamponu używam miesiącami, opakowanie to towarzyszyło mi tak długo, że nie mam pojęcia ile miesięcy je zużywałam. Nie powiem, przydatna sprawa, chwilowe odświeżenie włosów, które już powinny być umyte ale zabrakło na to czasu. Na szczęście w moim przypadku taka sytuacja miała miejsce niezwykle rzadko. Kupiłam już inny dry shampoo tym razem marki L'biotica choć ten spisywał się świetnie, chciałam spróbować jednak czegoś innego ale do batiste pewnie powrócę.

L'OREAL Elnett lakier do włosów, włosy suche i zniszczone - pozytywne zaskoczenie, jak nie lubię używać lakieru do włosów tak po ten sięgałam z przyjemnością, on ma bardzo subtelny zapach, delikatne utrwalenie, bez sklejania i obciążania. Wystarczył mi na wieki, sięgałam po niego sporadycznie, na codzień nie stylizuję jakoś specjalnie włosów. Kupiłam inny lakier i nie jestem już taka zadowolona, tęsknię do mojego Elnett.

Joico K-PAK szampon naprawczy - gdyby ktoś zapytał czy kupiłabym serię K-PAK ponownie moja odpowiedź brzmiałaby "nie". Szampon tej jest bardzo agresywny, czasem swędziała mnie po nim skóra głowy, niestety ale bardzo wydajny. W połączeniu z odżywkami tej serii dawał całkiem znośny efekt ale solo mocno wysuszał, stosowałam więc do przez użyciem mocno odżywczej maski.

Czwarty z kolei szampon Pharmaceris ultra łagodna formuła micelarna dla skóry wrażliwej to co prawda kosmetyk nie używany przeze mnie tylko przez mojego mężczyznę o bardzo wrażliwej skórze głowy. Jest to jego ulubiony, ukochany szampon i jeżeli zmagacie się z wiecznymi podrażnieniami głowy to bardzo polecam, ciągle do niego wraca ( tj. prosi "kochanie czy mogłabyś tak przy okazji kupić mi ten, wiesz ten biały łagodny szampon" - oczywiście, że mogłabym ;)).


Mój ukochany Kevin Murphy seria hydrate.me szampon i odżywka, już o nim pisałam tutaj, jeden w najlepszych kosmetyków do pielęgnacji włosów z jakimi się zetknęłam w mojej kosmetycznej przeszłości, byłam zadowolona do ostatniej kropelki. Szkoda, że taki drogi, pewnie do niego ( po raz trzeci!) wrócę jeśli tylko portfel pozwoli.

Alterna seria bamboo nawilżająca maska do włosów. Miałam całą żółtą serię bamboo, tylko o niej nie napisałam ;) spisywała się bardzo poprawnie lecz moją ulubionym jej elementem była właśnie ta maska. Bardzo gęsta, niemal maślana, bogata, odżywcza, niezwykle wydajna. Jej używanie to przyjemność i doskonały efekt, puszyste  gładkie włosy. Lubiłam. Bardzo.

Kolorówka:


Urban Decay all nighter makeup setting spray - wykańczający spray do makijazu, przedłużający jego trwałość, tu widać wersję podróżną, 30 ml ale kupiłam już pełnowymiarowe opakowanie. Spray sprawdza się u mnie na ina innych osobach w 100%. Gotowy makijaż spryskujemy, czekamy aż wyschnie i mamy make up nie do zdarcia, można iśc na imprezę, ważne spotkanie itp. Pierwszy raz miałam kosmetyk tego typu i jestem pozytywnie zaskoczona efektem. Bardzo polecam.

Essie red-y-set ex - jeden z moich pierwszych lakierów, kupiłam go w sklepie internetowym Victorias Beauty, w czasach gdy essie nie były dostępne stacjonarnie. Lakier ma wąski pędzelek, bardzo precyzyjny ale w odróżnieniu od tych szerokich trzeba się jednak nieźle namachać. Przyznam, że próbowałam różnych lakierów, o bardziej przyjaznych składach ale te się moich paznokci nie chcą trzymać, najlepiej radzi sobie właśnie essie, którego uwielbiam za kolory, za łatwość aplikacji i trwałość. Red-y-set-ex to ładna, nasycona, malinowa czerwień, mimo że wiekowy lakier jeszcze można nim pomalować pazurki tylko schnie w nieskończoność dlatego uznałam, że dokonał już żywota.

Nars róż o nazwie DEEP THROAT - obok orgasmu to odcień kultowy, znajdziemy tu i czerwień i koral i złoto, odcień piękny, używałam go oszczędnie ( bo przesadzić było łatwo co dawało karykaturalny efekt) od wielu lat i sięgnęłam denka. Resztki które zostały mocno się jednak postarzały, puder zaczął się kruszyć, zrobił się bardzo suchy, stracił też przyczepność do twarzy więc żegnamy się. Róż ten kupiłam naprawdę dawno, dawno temu na Truskawce, jeszcze za czasów naprawdę dobrego kursu dolara. Pamiętam to oczekiwanie, tę radość gdy odwiązywałam fioletową wstążeczkę. Żegnaj deep throat.

ProVoke illuminating concealer, rozświetlaący korektor pod oczy, odcień nr 2. Bardzo ale to bardzo dobry kosmetyk! ProVoke sprzedaje kolorówkę naprawdę dobrej jakości i byłam niezwykle zadowolona z jego działania. Jeżeli chcę pięknie zatuszować moje niewielkie cienie pod oczami i dodać tej okolicy blasku i świetlistości stosowałam takie duo: niewielką ilość płynnego korektora Catrice wklepywałam opuszkiem palca dla kamuflażu a następnie za pomocą gąbeczki aplikowałam ten korektor. Skóra pod oczami zyskiwała delikatny blask, bardzo subtelny, odmładzający. Wydajność jego nie jest wielka, skończył się po paru miesiącach ale kupiłam i używam już kolejne opakowanie.

SEPHORA Retracable borw pencil 05 neutral gray brown - wysuwana kredka do brwi i bardzo uniwersalnym odcieniu, dla mnie idealnym, to już drugie opakowanie, kredka jest ok, dobra, ma pewne wady - jest dość twarda i sucha i trzeba się nieco napracować oraz dziwny bezużyteczny grzebyczek, jak dla mnie do brwi lepiej spisują się spiralki. Kupuję ją jeżeli jest naprawdę w dobrej cenie i tylko dla koloru.

MAC eye brows FLING - też drugie opakowanie, też kredka wysuwana, odcień jasnego, chłodnego brązu. Ta miękkość ma idealną, dobrze się rozciera, wygląda super naturalnie. Wadą jest jest wydajność bo jest bardzo mała, przy codziennym używaniu wystarcza na miesiąc, nie ma też grzebyczka. Kupiłam już kolejną w promocji -20% i jeżeli zdarzy mi się kolejny zakup to tylko i wyłącznie w promocji bo przy tak skandalicznie małej wydajności jest po prostu bardzo droga.






środa, 31 maja 2017

Nowości pielęgnacyjne: Rituals, Resibo, Giovanni, Desert Essence

Zaprezentuję Wam co nowego z pielęgnacji pojawiło się ostanio wśród moich kosmetyków:

Rituals



Marka Rituals jest mi w pewien sposób znana choć do tej pory nie stosowałam żadnego z jej produktów. A to dlatego, że sprzedawana jest w większości sklepów duty free, kręcąc się po różnych lotniskach zerkałam na nią, czasem coś potestowałam, powąchałam ale do tej pory nie zdecydowałam się na zakup. Natomiast gdy tylko pojawiła się niedawno w Sephorze nabyłam sobie taki oto zestaw: olejek pod prysznic, piankę pod prysznic oraz krem do ciała z białej linii o nazwie Rituals of Sakura, która pachnie kwiatem wiśni i zawiera mleczko z ekologicznego ryżu. Nie zawiera parabenów ani oleju mineralnego. Opakowania piękne, proste i wprost nie mogę się doczekać pierwszego użycia.

Resibo


Resibo od dawna figuruje na mojej liście zakupów. Polskie, naturalne kosmetyki, produkowana w pobliskiej Świdnicy (!) kusiły mnie bogatym składem i śledzę sobie od pewnego czasu ich funpage na facebooku czekając na okazję zakupową, która właśnie się nadarzyła. Z okazji Dnia Matki do zestawu "Miłość" składającego się z odżywczego kremu do twarzy, kremu pod oczy i serum dodano w gratisie kojący balsam do ust. Takie zestaw stał się moją własnością, używam już krem odżywczy na noc oraz krem pod oczy. Oba kosmetyki potrzebują chwili aby się wchłonąć, nie zostawiają tłustej warstwy, nie mają zapachu, po paru zastosowaniach moja opinia jest pozytywna, zobaczymy jak będą działać długofalowo

Zestaw przyszedł w kartonowej tubie, każdy kosmetyk osobno jest zapakowany w kolejny kartonik, faktycznie, z wyglądu idealnie nadaje się na prezent. Dołączona była też bawełniana torba, która przyda się na zakupy.

Mam nadzieję, że Resibo nie zawiedzie pokładanych z nim nadziei ;)

i pierwsze zakupy na iHerb:

Giovanni


Jestem fanką kosmetyków Kevin Murphy - seria hydrate służy mi bardzo, moje włosy ją kochają lecz portfel nienawidzi. Te kosmetyki są strasznie drogie, dobre - owszem, fantastyczne - przyznaję, ale ponad 200 zł za szampon i odżywkę.... ech... nic dziwnego że cały czas poszukuję tańszego zamiennika. Na forum internetowym wyczytałam wiele pochwał pod adresem marki Giovanni a konkretnie serii smooth as silk - ponoć porównywalna do KM, do nabycie na iHerb w cenie ok 25 zł za szampon ( oczywiście trzeba od razu doliczyć 23% VATu, który musimy zapłacić przy odbiorze paczki) - jak widać różnica znaczna. Wybrałam szampon, odżywkę rekonstruktor  co w sumie kosztowało niewiele ponad 100 zł (bez VAT). Szampon zawiera łagodny detergent, odżywki są mocno napakowane naturalnymi ekstraktami i ten naturalny skład jest długi i bogaty, nie testowane na zwierzętach.

Ciekawa jestem bardzo tych kosmetyków, myślę, że na dniach zacznę ich używać.

Desert Essence


Kolejna ciekawa marka z iHerb, 100% wegańska, nie testowana na zwierzętach. Wybrałam szampon i odżywkę kokosową, dla bardzo suchych włosów. Podobnie jak w przypadku Giovanni, mamy tu bogactwo składników, cała długa lista naturalnych wyciągów, cena bardzo dobra, ok 25 zł

Do zakupów z USA dorzuciłam też naturalny dezodorant Real Purity - miał masę dobrych opinii oraz tani krem do rąk z olejem arganowym ( żal było by nie brać, ok 7 zł i super skład).

Tak prezentują się nowości, po które sięgnę w najbliższym czasie.
Mam nadzieję, że używanie tych kosmetyków będzie przyjemne i efektywne.

środa, 17 maja 2017

Zużycia kwietnia 2017: avril. TBS, ISANA, Bioderma, Clarens, MAC, Orientana, Sephora, Sylveco i in.

Mycie i pielęgnacja:


avril le gel douche lavande - orange - żel z ecocert, przyjemnie perfumowany, zapach ma delikatny, subtelny, mamy tu aż 500 ml bardzo wydajny, używam go od niepamiętnych czasów, delikatnie się pieni, dobrze myje, wygodne opakowanie. Kosmetyk godny polecenia

The Body Shop - shower gel mango - lubię zele pod prysznic z TBS odkąd zmienili sposób zamykania opakowania, sam żel jest bardzo wydajny, mocno skoncentrowany, zapach raczej chemiczny ale dość przyjemny. Zele z TBS są moimi sprawdzonymi kosmetykami na wyjazdy, kiedy to trzeba spakować minimum rzeczy do plecaka kiedy to rusza się w świat ;) Jedna buteleczka wystarczy na min 2 tygodniowy wyjazd dla dwóch osób przy częstych kąpielach ( dwa, czasem i trzy prysznice dziennie).


ISANA olejek pod prysznic powszechnie znany środek do czyszczenia pędzli i tak też jest przeze mnie wykorzystywany. Cena niska ale posiada również wady, olejek jest bardzo niewydajny i zawsze po jego użyciu mam usmarowane nim opakowanie, które jest tak skonstułowane, że mimo największej ostrożności zawsze coś po nim pocieknie.

Bioderma sensibio H20 płyn micelarny - kto nie zna różowej Biodermy ręka do góry! Ja używam jej regularnie pod warunkiem, że trafię na prawdziwą promocję, nie mam zamiaru płacić za nią tzw. pełnej ceny bo wg mnie płyn ten nie jest jej wart. Dobry owszem, zmywa owszem, czy lepszy od innych? Ano nie lepsze i nie ma sensu przepłacać. Używam teraz lipowy płyn Sylveco i makijaż oczy zmywa podobnie, nie lepszy od Garniera itp.


Clarins tonic Body Treatment Oil - firming, tonig - ze wstydem przyznam, że nie używany był regularnie dlatego ciężko mi określić czy na prawdę działa. Producent zaleca używać rano przed prysznicem a ja nie stosowałam się do tych zaleceń ale... stosowany wieczorem na suchą skórę wchłaniał się błyskawicznie i na pewno nawilżał skórę ( wmasowywałam go jedynie od pasa w dół) może kiedyś skuszę się na powtórkę i rzetelne stosowanie bo te moje dorywcze używania wyglądały dość obiecująco.

The Body Shop - vitamin E face mist - ok kupiłam bo była chwalona, potem nastąpiła moja niechęć do tego kosmetyku gdy miałam okres bardzo tłustej skóry, odstawiłam mgiełkę na półkę by do niej wrócić tej zimy i z wielkim zadowoleniem skończyć opakowanie. Spryskiwałam twarz zwykle w środku dnia by nawilżyć i ożywić makijaż, potem oczywiście małe poprawki, podkład, puder i leciałam gdzieś dalej. Sprawdzała się dobrze ( teraz w ten sam sposób używam fix+ MACa).

Martina Gebhardt baoab foot cream - nieznana mi niemiecka ( chyba) marka, krem kupiłam na Ecco Verde i był to bardzo ciekawy kosmetyk, bardzo gęsta, tłusta maź, która jednak potrafiła całkiem sprawnie w skórę stóp wsiąknąć. Przypominała mi maść Gehwol. Dość fajny, o naturalnym składzie, polecam.

Pielęgnacja:


Orientana krem do twarzy ashwagandha żeń szen indyjski - kupiłam ten krem ze względu na bogaty skład, 100% naturalny, z zamiarem używania go jako maskę. Cerę miałam zmęczoną zimą, przesuszoną a krem aż kipiał od bogactwa składników, cena całkiem znośna ok 30 zł. Przyznam, że sprawdził się fantastycznie, zużyłam go w ciągu miesiąca, głównie do dekoltu i szyi, nakładałam grubą warstwę na twarz a skóra go piła. Efekt bardzo mnie zadawalał więc kupiłam dwa kolejne kremy Orientany i używam je aktualnie w analogiczny sposób. Bardzo polecam!

Sephora masque visage lotus - nawilżająca, wygładzająca. Dostałam ją od Sephory w prezencie urodzinowym i przyznam, że mi wstyd by było ofiarować komuś takiego bubla. Z tego co wiem, maska kosztuje aż kilkanaście złotych, składa się głównie z glikolu butylenowego i castor oil i jej działanie jest żadne. Jeżeli szukacie fajnej maseczki w płachcie lepiej markę Sephora omijać szerokim łukiem.

Sylveco brzozowa pomadka ochronna z betuliną - bubel bubel i jeszcze raz bubel - sztyft jest tak twardy, że można niemal pokaleczyć usta, pomadka brzydko pachnie i neie natłuszcza, nie nawilża, ponadto mechanizm jej wysuwania działa wadliwie więc aby ją wykręcić potrzeba nie lada siły. Okropny kosmetyk, więcej go nie kupię i nie użyję ( tutaj mam zużycie ok 50% ale powinnam ją wyrzucić do kosza już dawno).

MAC Studio Moisture Cream - miniaturka 30 ml - 42 zł jeżeli dobrze pamiętam - czy krem był dobry? Bardzo! Kiedyś już go miałam i pamiętam, że sprawdzał się tak sobie ale też wtedy moja skóra miała inne wymagania, była też przeraźliwie tłusta, teraz produkcja sebum wyhamowała i raczej mam skłonność do przesuszeń. Studio Moisture nawilża solidnie, konsystencję ma dość bogatą, gęstą ale wchłania się błyskawicznie dając efekt nawilżenia i wygładzenia. Jako krem pod makijaż sprawdzał się znakomicie i jest poważnym kandydatem do kolejnego zakupu.



Eveline nail therapy preparat do zmiękczania skórek - przyznam, że byłam zadowolona z jego działania, robił co trzeba bez zbędnego gadania ;) skórki miękły pod jego wpływem, opakowanie wygodne w użyciu, cena niewielka.

Kremy do rak:

Clarins hand and nail treatment Cream - 30 ml - kremik do kupieniu na każdym niemal lotnisku, cena ok 5 euro ( chyba) bardzo lekkie w konsystencji, wchłaniał się błyskawicznie, raczej dla mało wymagających dłoni. Bardzo wygodne opakowanie, dobra zakrętka - w sam raz na podróż. Kiedyś moim faworytem do torebki były kremy L'Occitane ale po pewnym czasie zaczęły mnie wkurzać te niewygodne, malusie zakręteczki, ten sprawował się pod tym względem o wiele lepiej. Miał przyjemny, delikatny zapach.

human+kind hand + elbow+foot cream czyli krem do wszystkiego 50 ml - cena chyba ok 30-40 zł - o całkiem przyjemnym składzie, konsystencja znowu bardzo lekka, niemal wodnista, wchłanianie szybkie, nawilżenie delikatne, raczej nie dla przesuszonej skóry, przeszkadzał mi w nim zapach, nie tyle był nieprzyjemny co zwyczajnie śmierdział, niemiłe uczucie gdy dłonie niefajnie pachną, prawda? Koniecznie spróbujcie zapach przed ewentualnym zakupem bo ja więcej po niego nie sięgnę.

Balea olive handcreme - to chyba ostatni z zapasów jakie zrobiłam kiedyś w Drogerii DM - Balea owszem tania marka ale co z tego, składy chemiczne, zapachy chemiczne, działanie takie sobie. Krem był bardzo lekki i niestety w odróżnieniu od poprzedników nie specjalnie działał, smarowałam nim dłonie i dalej miałam wrażenie, że są suche, dziwne bo krem jest dedykowany właśnie suchym dłoniom. U mnie się nie sprawdził.

Kolorówka:


Dior, Dioreskin, poudre shimmer powder w odcieniu 002 amber diamond - jest to wiekowy rozświelacz, bardzo piękny zresztą i możliwe, że zużyłabym go do ostatniego okruszka. Niestety ale ze starości zrobił się bardzo suchy i stracił przyczepność do skóry. Szkoda, przez parę lat leżał zapomniany w szufladzie.

Clinique High Impact Mascara oraz chubby lash fattening mascara - obie miniatury niestety ale moje oczy przestały je dobrze tolerować, szkoda bo miniatury Clinique są łatwo dostępne i bardzo przydają się na wyjazdach.

Catrice kredka to brwi w odcieniu jeżeli dobrze pamietam to ash brown, świetna kredka z dobrej cenie, muszę kupić ją jeszcze raz. Odpowiednio miękka, łatwa w obsłudze, w wygodnym grzebyczkiem. Bardzo dobry produkt i polecam go szczerze.

Korres mango butter lipstick, natural pink nr 13. Świetna szminka, bardzo odźywcza, bogata, komfortowa, kupiłam jej drugie opakowanie zaraz po zużyciu poprzedniego iiii przestałam ją używać, przerzuciłam się znienacka na mocniejsze odcienie, pomadka niestety się zestarzała, nie cieszę się z tego powodu :( bo jest naprawdę godna polecenia, jeżeli szukacie czegoś o naturalnym odcieniu i odżywczej formule to warto się przyjrzeć tej marce i nr 13.

Podobny los spotkał pomadkę Shiseido perfect rouge PK 307, naturalny brudny róż, dla mnie odcień idealny. Sama pomadka jest idealnie kremowa, i daje mocny połysk ale bez drobinek. Świetna, Świetna pomadka, szkoda że zmieniła zapach i już nie nadaje się do użytku.

Trzecia pomadka to Clinique pop lip 01 nude pop - i dla odmiany ta jest nowa i świeżutka, nude beżowo różowy. Pomadka jest również kremowa, podobna nieco w formule do Shiseido i czemu znalazła się w zużyciach? Ponieważ się złamała i to w kilku miejscach na raz, totalnie się rozpaćkała? czemu??? Nie mam pojęcia bo traktuję ją na równi z innymi pomadkami, które się nie łamią. Dodam jeszcze, że nie przytrzasnęłam wysuniętego sztyftu, stało się to w trakcie aplikacji, za każdym razem degradacja postępowała. Troszkę mnie to zezłościło bo nie kosztowała mało, poza tym całe opakowanie było nią ubrudzone łącznie a wnętrzem torebki. Nie muszę chyba mówić, że doczyszczenie torebki z tłustej pomadki jest bardzo trudne :/  Co się udało to przełożyłam do pojemniczka i nakładam pędzelkiem. Ale raczej nie kupie jej ponownie, w pierwszym odruchu chciałam ale nie, raczej do niej nie wrócę. Mam dwóch nudowych następców i sprawują się znakomicie.

Na koniec Collistar mascara infinito - u mnie to klasyka, powracam do niej regularnie ze względu na skład, który odpowiada moim oczom. Oczekuję oczywiście na promo w Douglasie i zwykle kupuje kolejne i kolejne opakowanie.

piątek, 31 marca 2017

Zużycia marca 2017: Lavera, TBS, evree, Biały Jeleń, Uriage, Soap&Glory, puroBIO, Nacomi


Soap&Glory sugar crush body wash - aż pół lita niezwykle orzeźwiającego żelu pod prysznic, bardzo wydajnego, używaliśmy go rodzinnie dość długo. Miałam wrażenie kąpieli ze skórką cytrynową, jak była świeżo starta na tarce; to zapach, który stawia na nogi i energetyzuje, dobry dla każdego. Naprawdę uprzyjemniał codzienny prysznic, szkoda, że S&G nie ma w Polsce ( nieprawda: czasem pojawia się w TK Maxx).

ISANA delikatny olejek pod prysznic - przyznam, że spodziewałam się OLEJKU pod prysznic ale tak naprawdę jest to kremowy żel ( możliwie, że z jakimś dodatkiem olejku ale nie czuć tego w konsystencji), nie wiem po co to kupiłam :/ ale jak się już kupiło to trzeba zużyć do końca, jednak nie jestem jakoś szczególnie zachwycona.

Lavera ginko&bio-traube źel do mycia twarzy - bardzo eco i naturalny ale zmęczony do końca z pewną niechęcią związaną z brakiem przyjemnego zapachu i nijakim działaniem. Nie wracam na razie do Lavery.



 The Body Shop HEMP, krem do rąk - od razu powiem, że to jeden z najbardziej odżywczych kremów do rąk z jakimi miałam do czynienia ale jakżesz wkurzało mnie jego opakowanie!!! I zakrętka! Bywały chwile gdy chciałam go cisnąć ze złością do śmieci gdy mocowałam się z zamknięciem opakowania! Aluminiowa, twarda tuba nie jest jakoś szczególnie poręczna. Udał nam się dotrwać jednak do końca bo krem naprawdę działa, ładnie się wchłania mimo że jest bardzo gęsty.

evree INSTANT HELP krem ratunek dla rąk - przyznam, że spodziewałąm się gęstego, treściwego kremu a tutaj mamy dość delikatną konsystencję, dobrze się wchłaniał, nawilżał i odżywiał ale porównując go do poprzedniego wypada nieco gorzej bo efekt jaki daje jest krótszy.

Sylveco - pomadka z peelingiem. Moja ulubiona, zawsze mam ją pod ręką. Jest najwygodniejsza w użyciu bo sztyft jest odpowiednio twardy, nie topi się i nie łamie ( lepsza niż peelingi w słoiczkach), odpowiednio ścierająca bo zawiera drobinki o odpowiednich rozmiarach i stopniu ostrości a przy tym od razu odżywcza. I naturalna. I tania. I lubię ją.


 Ziaja liście zielonej oliwki - oliwka do mycia, mój najlepszy i niezawodny sposób na mycie pędzli i gąbek do makijażu. Oczywiście inne, podobne produkty ( jak np. olejek ISANA) również się do tego nadają ale Ziaja wyróżnia się wyjątkową wydajnością, kosmetyk jest mocno skoncentrowany, gęsty, nie rozlewa się i wystarcza na bardzo długo.
Biały Jeleń - płyn micelarny, hipoalergiczny, to jedyny bubel z dzisiejszego zestawu. Widzicie butelkę do połowy pełną, która wyląduje w koszu na śmieci. Nie mam dla niego zastosowania bo niczego mi nie zmywa, ani makijażu z twarzy czy oczu, ani ręki ani nogi, nic. Działa jak przemywanie wodą, trzeba się mocno natrzeć by otrzymać jako taki efekt. Bubel. Nie polecam.

INGRID - ideal nail care - odżywczy zmywacz do paznokci. Zmywacz śmierdziuch, w dodatku średnio sobie radził ze zmywaniem ciemnych lakierów więc mam nadzieję, że moja ręka ( w jakimś amoku) więcej po niego nie sięgnie ;)



Nacomi - mus do ciała, borówkowy, wygładzający. Kupiłam go ze względu na słowo "mus" w nazwie, które sugerowało coś lekkiego, szukałam czegoś na wiosnę i lato, czegoś o super lekkiej konsystencji, coś co by błyskawicznie wchłonęło się w skórę podczas upałów i zostawiło jednocześnie delikatny, przyjemny zapach. Niestety ale ów mus nie był ani lekki ani zwiewny, to gęste, tłuste mazidło oparte na maśle shea, o intensywnym zapachu ( po raz kolejny Nacomi przypomina kosmetyki Organique), rozprowadzone na skórze zamienia się w olej i naprawdę lepiej nie stosować go w porze letniej, może gdy ktoś ma ekstremalnie suchą skórę? Zużyłam je tej zimy - jedno co trzeba przyznać - jest bardzo, bardzo tłuste, przy kolejnym prysznicu czuć jeszcze tę warstwę czegoś do zmycia. Co kto lubi, ja nie i na pewno będę "musy" Nacomi omijać szerokim łukiem.

The Body Shop masło do ciała, kokos. Kiedyś pokazywałam podobne puste opakowanie, wyjątkowo lubię tę masełko używać zimą, jest gęste, oleiste, bogate a pachnie wspomnieniem lata. Moja skóra uznawała je za dość ciężkie więc używane było nie codziennie ( ale w ciężkości nic nie przebiło powyższego "musu").

Garnier mineral invisible - niemal starożytny antyperspirant w kulce skończyl swój żywot. Nie używam antyperspirantów na codzień, raczej w wyjątkowych okazjach, częściej sięgam na spraye ale kulka okazała się być dość skuteczna, opakowanie jest stosunkowo lekkie więc towarzyszyła mi podczas ostatnich podróży. Zakupiłam nawet jej następczynię, ten sam rodzaj, tylko opakowanie ma inny kolor.



Uriage eau thermale czyli najpopularniejsza woda termalna w internecie ;) kupiona pewnie na promocji w SP ( bo i gdzieżby indziej), używałam jej głównie do zwilżania masek z glinek, mam gdzieś kolejne opakowanie i zaraz je rozfoliuję. Przy okazji znalazła się moja zaginiona rzęsa ;) nie wiem jakim cudem ale tkwi przyczepiona do butelki ;)))

Nacomi wygładzający olejek do ciała, borówka. Nacomi ma szeroki asortyment naturalnych kosmetyków, są jednak dość mocno perfumowane ( czym przypominają mi kosmetyki Organique), czyli o prawie dobrych składach. Ale lepszy rydz niż nic, oliwka była przyjemna w stosowaniu, intensywnie pachniała co było dość przyjemne a sam kosmetyk był przyjazny ciału więc nie wykluczam kolejnego zakupu. No i cena, całkiem ok.

Kolorówka:


Beauty Blender - jego czas nadszedł, używam go już dość długo ale prawdziwym impulsem do pozbycia się go był fakt, że gąbeczka nie raczyła wyschnąć od jakiegoś czasu. Nie chcę nawet myśleć co się z tej wilgoci w niej wykluło. BB to jedno z ulubionych narzędzi do aplikacji podkładu, lekko wilgotny, kilka ruchów stemplujących i podkład ląduje na twarzy. Taka aplikacja na pewno przedłuża trwałość podkładu oraz sprawia, że później się nie warzy i wygląda bardziej naturalnie. Wady to oczywiście cena i większe zużycie podkładów. To fakt - zużywam teraz podkłady szybciej, największa oszczędność to aplikacja palcami ale efekt najsłabszy. Jak widać coś za coś. Gąbkę używałam przez ok 1 rok, na zmianę z drugą, nowszą, oraz gąbką Real Techniques. Na pewno kupię kolejną, poczekam tylko na dni VIP w Sephorze.

puroBIO GLORIOUS mascara pogrubiająca - u mnie się sprawdziła tj. nie podrażniła ale efekt dość naturalny, jeżeli ktoś taki lubi to polecam, tusz ma dobry, naturalny skład, niestety ale szybko wysechł, cena to ok 30 zł więc nie ma tragedii ale jest trudno dostępny.

Estee Lauder - miniatura zawierająca z jednej strony korektor Double Wear, z drugiej tusz do rzęs. Tuszu nie używałam bo zawiera parafinę a ta podrażnia mi oczy ale korektor był tak dobry, tak mnie zachwycił i zachęcił, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie.


Dwie pomadki warte uwagi, ta na górze to Chanel Rouge Coco Chintz - fantastyczna szminka o naturalnym odcieniu, świetna w noszeniu, komfortowa w aplikacji, na każdą okazję, używałam jej z przyjemnością od początku do końca ( to druga całkowicie zuzyta przeze mnie pomadka Chanel). Na dole to próbka odcienia pomadki MAC Peach Blossom, która, jak seria z której pochodzi, jest kremowa i gęsta, nude z nutą brzoskwini i odrobinką rózu. Obie na moich ustach dawały niemal identyczny efekt, po obie sięgałam z przyjemnością, choć muszę przyznać, że Chanel była bardziej komfortowa i będę je dobrze wspominać.